Przejdź do treści

JAK DALEKO STĄD JAK BLISKO KONWICKI ŁAPICKI KOMOROWSKA HOLOUBEK KONIECZNY

0,01 zł
Dostawa od 18,99 zł
ksiazkitanie.pl Zobacz w sklepie

Opis

Jak daleko stąd, jak blisko – polski film psychologiczny z 1971 roku w reżyserii Tadeusza Konwickiego, nakręcony według autorskiego scenariusza. Głównym bohaterem filmu jest Andrzej (Andrzej Łapicki), czterdziestoletni mężczyzna, którego nie opuszczają wspomnienia z czasów wojny oraz tajemnica późniejszej, samobójczej śmierci przyjaciela, Maksa (Gustaw Holoubek). Fabuła Czterdziestoletni Andrzej odbywa symboliczną podróż w przeszłość, pragnąc wyjaśnić motywy samobójstwa swojego przyjaciela Maksa. W fantastycznych wizjach bohatera pojawiają się widma jego bliskich osób[1]. W ślad za Andrzejem podąża wciąż grupa przebierańców w strojach chochołów oraz nieudany aktor Włodzio. W czasie pochodu pierwszomajowego Andrzej spotyka Musię, swoją miłość z okresu walki w partyzantce, która zginęła na Syberii. Rozmawia z dawno zmarłym ojcem i daremnie próbuje dowiedzieć się prawdy o swoim pochodzeniu. Wie jedynie, że był nieślubnym dzieckiem. W XIX-wiecznej cerkwi dostrzega pannę młodą, która ucieka sprzed ołtarza, gdyż nie chce poślubić Rosjanina. Wraz z Włodziem wychodzi z cerkwi na współczesną ulicę Warszawy lat siedemdziesiątych. Milicyjny radiowóz zawozi ich na plan filmowy, gdzie Andrzej dowiaduje się o samobójczej śmierci scenarzysty Maksa, który wyskoczył z okna wieżowca. Przesłuchiwany przez milicję Andrzej nie potrafi powiedzieć nic istotnego o życiu przyjaciela. Podczas snu ma wizję, w której świętuje swoje czterdzieste czwarte urodziny wśród żywych i umarłych. Wchodzi do ogromnego urzędu i odnajduje w nim swoją pierwszą żonę Joasię, która odtrąca jego zaloty. Wraca myślami do dzieciństwa, biorąc udział w pogrzebie Żyda-samobójcy. Dostrzega tam swojego towarzysza zabaw Szlomę i ostrzega go przed nadchodzącą Zagładą Żydów. Towarzyszy starej matce w kościelnej procesji i bezskutecznie usiłuje nawiązać z nią kontakt. Przebierańcy, którzy szli z Andrzejem, zdejmują kostiumy i bohater rozpoznaje w nich swoich towarzyszy z partyzantki. Pod jednym z kostiumów ukrywa się Musia. Dodaje odwagi Andrzejowi, który dostaje rozkaz wykonania wyroku na zdrajcy, współpracującym z Niemcami[1]. Film ma dwa warianty zakończenia. W pierwszym z nich Andrzej strzela, po czym ze zgrozą zauważa, że zabił Maksa. W drugim zakończeniu, następującym zaraz po pierwszym, zmarły wstaje i dzieli się z przyjacielem opłatkiem. Film kończy kontrnegatywowy obraz Żyda unoszącego się ponad miastem w morzu płomieni[1]. Obsada Andrzej Łapicki – Andrzej Maja Komorowska – Musia Gustaw Holoubek – Maks Alicja Jachiewicz – Joasia Anna Dymna – nieznajoma Zdzisław Maklakiewicz – Włodek Ewa Krzyżewska – Zosia Edmund Fetting – Szymon Piotr Pawłowski – ojciec Jadwiga Kuryluk-Cebrzyńska – matka Jerzy Cnota – piosenkarz Stanisław Jasiukiewicz – kapitan milicji Wirgiliusz Gryń – plutonowy milicji Mieczysław Waśkowski – milicjant Ewa Lemańska – panna młoda Karol Obidniak – pan młody Marek Jasiński – pop Jerzy Tkaczyk – przyjezdny z zagranicy Paweł Unrug – reżyser Ryszard Terlikowski – Szloma Szymon Szurmiej – Żyd Piotr Erlich – Żyd Herman Lercher – kantor Estera Kowalska – płaczka Ruth Taru-Kowalska – płaczka Włodzimierz Nakwaski – Cichy Edward Radulski – barman Krzysztof Stroiński – mężczyzna w barze Małgorzata Kubica – Mariola Ewa Kubica – Jola     Filmem Jak daleko stąd, jak blisko Konwicki (1926–2015) powrócił do udziału w kinematografii polskiej po kilkuletniej przerwie (przedtem wystąpił z Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, by zademonstrować swoje poparcie dla Leszka Kołakowskiego i Krzysztofa Pomiana, którzy w dziesiątą rocznicę Października 1956 krytykowali władzę)[2]. Tadeusz Konwicki nazywał swój film „autobiograficznym esejem filmowym”[3] o ambicjach na miarę „biografii pewnego pokolenia”[4], zawieszonym w czasie i przestrzeni: Bohater jak gdyby zakłada sobie możliwość poruszania się w czasie, wszystko odbywa się w czasie wymyślonym, wykreowanym przez niego. On sam go odpowiednio odmienia, dozuje, przeinacza, wchodzi w ten czas, wycofuje się z niego, albo zakłada takie warianty, które się nie zdarzyły, ale mogły się zdarzyć. Chodzi mi raczej o emocjonalno-myślowy przebieg wypadków, nie liczący się z czasem i nie tworzący z czasu jakiejś specjalnej wartości, która byłaby przeze mnie specjalnie podkreślana. Jest to jakaś transpozycja, odmienianie czasu, ale nic tam nie jest wspomnieniem. Jeżeli coś ma elementy czasu przeszłego – widać to przez kostium, przez dekorację, nie są to jednak retrospekcje w dawnym potocznym znaczeniu...[5] Ponadto Konwicki w wywiadzie z Konradem Eberhardtem sugerował, iż synkretyczne przedstawienie w filmie wielości kultur i religii ma podłoże autobiograficzne: Sam jestem produktem jakiegoś takiego misz-maszu wschodniej Polski, sam nie wiem, ile we mnie jest krwi litewskiej, białoruskiej czy pol­skiej. Jest to pasjonujące, dla mnie nawet pewien powód do dumy, że jesteśmy takim właśnie, a nie innym społeczeństwem[6]. Jak daleko stąd, jak blisko został przepuszczony przez cenzurę bez większych ingerencji. Jak pisała Marta F